Czy jajeczko już było? Wspaniałych Świąt Wam życzę!
Tak, wróciłem.
11-godzinny lot z Singapuru do Helsinek na pokładzie samolotu Finnair nie byłby wart wzmianki, gdyby nie cudowna stewardesa o azjatyckiej urodzie, z tak niezwykłym uśmiechem, że wszelkie niewygody A340 były kompletnie nieodczuwalne.
Warszawa przywitała mnie... Przecież wiadomo czym. W tym deszczu Polska wygląda ponuro. Pierwsze wrażenie: jak tu szaro! Byłem przekonany, że wiosna już zielenią rozbłysła i przyjadę na gotowe. A tu jeszcze liści i kwiatów brak. I zimno. Cały czas jest mi zimno. Jak wy możecie żyć w tym klimacie ;-)
Wróciłem. Po 24 dniach i 6 godzinach. Jako się rzekło - te ponadwymiarowe sześć godzin to wina Finnaira, albo mojego nadmiernego optymizmu co do ograniczonych kontaktów na linii Finlandia-Polska. Raczej to drugie - można było się przecież domyślić, że nie tylko ja wracam do kraju na Święta.
Poznałem dziesiątki bardzo różnych osób z wielu krajów. Tylko raz - pod koniec podróży - w Malezji spotkałem Polaków.
Świat jest zdumiewająco mały, ale nadzwyczaj różnorodny. I piękny. Fajną planetę sobie wybraliśmy do zasiedlenia. Gdybyśmy jeszcze potrafili nie tworzyć sobie sztucznych problemów i nie przejmować duperelami.
Czy podróż we dwoje byłaby lepszym pomysłem. I tak i nie. Wiele rzeczy to pewnie ułatwia, poza tym można z tym kimś na bieżąco dzielić radość z tego, co się ogląda. Na pewno jednak
wyjazd w pojedynkę daje znacznie większą interakcję z otaczającym światem i innymi ludźmi. To wielka wartość dostępna tylko podróżującym singlom.
Moim partnerem był ten blog. Był sposobem na zapamiętywanie widoków, ludzi i sytuacji. Był trochę powrotem do czasów, kiedy dawno temu jako dziennikarz jechałem "na reportaż" i słuchałem na przykład wójta gminy Wiżajny, który roztaczał wizje zbudowania Kopca Milenijnego, z którego będzie można zobaczyć pół Litwy, Obwód Kaliningradzki i kawał Polski. Pomyślałem o nim przelatując nad Suwałkami w drodze do Warszawy.
Będzie mi brakowało tego pisania...
Fantastyczny pamiętnik z podróży. Pewnie będzie więcej takich ukłonów...:) Super się czytało i oglądało zdjęcia. Wątek edukacyjny i legendy - przednia sprawa.
OdpowiedzUsuńLiczę jednak, że nie porzucisz pisania. Może dzika dżungla równikowa i zmagania z Twoim nowym przyjacielem Deszczem staną się tylko wprawką i fraszką z tym, jak bystre oko i giętki język może podsumować jeszcze niejedno z lokalnego terenu jakoś :) to dopiero byłoby wyzwanie.
...bo czekanie na kolejny miesiąc "spadnięty" z nieba....ryzykowna sprawa.
Dzięki. Nie szukam kolejnego miesiąca. Nadmiar miesięcy jest stresujący. Teraz czas trochę popracować ;-)
UsuńWyzwanie - tak, ale nie sądzę, by ktoś chciał czytać korpo-wstawki.
A mnie bedzie brakowalo tych opowiesci. Ale jak zawsze pozostaje nadzieja ze praca od poniedzialku bedzie warta opowiadan. Przesylam pozdrowienia
OdpowiedzUsuńGrazyna1
Grażyno1,
UsuńPatrzę na przyszłość optymistycznie, ale nie aż tak, żeby o niej pisać ;-)
Zobaczymy co się będzie działo. Na razie jutro mam w planie jeszcze drobne podsumowanie 24 dni.
Wrzuć więcej zdjęć z całej podróży :-)))
OdpowiedzUsuńTrzydziestko, Ty chyba bez VAT-u jesteś.
UsuńObiecuję dorzucić zdjęcia, zwłaszcza jeśli kolega Ray z hotelu w LA rzeczywiście wysłał zostawiony przeze mnie aparat i ten sprzęt jednak do mnie spłynie. Jest tam sporo zdjęć z Polinezji, których siłą rzeczy nie mogłem wkleić do bloga.
Szkoda, że urlop Ci się skończył, miałbym więcej inspiracji wyjazdowych :)
OdpowiedzUsuńJuż mam kilka dodatkowych pomysłów na niespodziankę na 50tkę żony ;)
Dzięki.
Na tę okazję trzeba coś specjalnego. Powodzenia!
UsuńI może napisz, co wymyśliłeś (jeśli jeszcze tu wszyscy będziemy za jakiś czas)...
Aha, jeszcze jedno... Jeśli możesz poszaleć finansowo, to na Tahiti opowiadali mi o bajecznym atolu Rangiroa. Dwie godziny lotu na północ (jedna z wysp Tuamotu). O Bora Bora słyszeli wszyscy, a Rangiroa - to dopiero byłby czad!